Z okazji rewolucji duze zmiany. Na sniadaniu – tadam – jajka
sadzone! Po raz pierwszy odkad tu jadamy. Chyba zabraklo jakiegos skladnika I omlety
przestaly byc wykonalne. Przywrocono takze, zapewne w wyniku niepokojow spolecznych, ciemny miod do
nalesnikow, ktory wycofano kilka dni temu, ku niezadowoleniu ogolnemu, glownie
mojemu. Pojawil sie rowniez na sniadaniu melon, ale taki prawdziwiy, obrany na
miejscu a nie w niewiadomego pochodzenia wodzie (pomoglismy troche rewolucji,
nabywajac melona na miescie przedwczoraj).
Z okazji rewolucji prad od tej pory wylaczaja rano
najwyrazniej. To apropo poprzedniego posta. Po sniadaniu udalismy sie na plaze,
a w miedzyczasie Mr One Dollar (tak zwiemy naszego pana od konserwacji
powierzchni naszego apartamentu) dokonal czynu rewolucyjnego, tj po tygodniu
dostarczyl poszewke na trzecia poduszke wywleczona na lozko zaraz po naszym
przyjezdzie. A do tego na wychodne ustawil rewwolucyjnie klime na 20stopni
powodujac ze w naszej lodowce bylo cieplej niz nazewnatrz. A nastepnie
wietrzylismy pol godziny pokoj zeby sie ogrzalo.
W ramach rewolucji kasia pierwszy raz w sumie tez weszla do
wody dzis. Z wiadomymi juz skutkami. ja z kolei wymacalem na dnie przy plazy
dzieciecej piekna muszelke. Nawet chcialem wreczyc kasi te piekne trofeum, ale poczatkowo
nie wiem czemu nie chciala przyjac. potem cos mnie ugryzlo w palec I okazalo
sie ze muszelka ma lokatora. Nasza przyjazn sie skonczyla.
Potem byla przygoda z murena, ktora gwoli scislosci nie byla
dwumetrowym mutantem, tylko murena szara (https://picasaweb.google.com/lh/photo/sYd9gh9XtcTkjuRWODNozg), ok 40cm, ale nawet ja suie
przestraszylem bo skubana zaczela naprawde naparzac w naszym kierunku. A w
ogole jestesmy madrzejsi od dzisiaj, bo w czynie rewolucyjnym, aby wspomoc lokalna
ekonomie itd. nabylismy przewodnik po rafie morza czerwonego. Sprowadza sie do
folderu ze zdjeciami rybek I nazwa oraz stopniem jadowitosci. Wielu naszych
podwodnych przyjaciol zostalo zidentyfikowanych, ale nie wszyscy. W kazdym
razie mamy jeszcze lepsze pojecie co nas moze spotkac we wodzie, a spotka
napewno bo w sobote grzejemy na giftun na caly dzien. Wg przewodnika jest 5
gatunkow rekinow, dobrze ze nie ma wezy elektrycznych czy cos w tym stylu. Ale…
po przygodzie z morena (w sumie ta murena byla blond) postanowilem odswiezyc
sobie wspomnienia I polazlem jeszcze raz sie ponamaczac. Poniewaz wiatr troche
ustal, w koncu woda sie uspokoila, widocznosc zwiekszyla a powierzchnia
wygladzila. A rybie towarzystwo wylazlo na zer. Snurkowalo mi sie wysmienicie,
maska mi sie nie pocila, wode nie nalewala gora, ryby nie napastowaly, az za
jedna rozdymka wzrokiem podazylem tam gdzie I ona, a tam - czarna murena. Na szcescie
tez nieduza I schowana, tylko pysk wystawal. One ogolnie sa dosc niesmiale,
wiec tym bardziej ta blond murena byla jakas nadaktywna. No ale to juz dzis
bylo wiec podryfowalem dalej. Oo ryba ukwialowa pomyslalem widzac malutka
kolorowa rybke zoltoczarnobiala podazajaca do swojego ukwialu na skale. Tyle ze
zaraz pod ukwialem rozlozylo sie najwieksze dotychczas (I moze niech tak
pozostanie) diabelstwo jakie widzialem – patelnica niebieskoplamista (http://www.lumisfera.pl/photo/663245/patelnica+niebieskoplama.html), w skrocie
plaszczka. Plaszczka lezala centralnie pode mna, a dodam ze woda w tym miejscu
nigdy nie przekracza metra. Miala cala ponad metr I skladala sie w polowie z
dlugiego ostrego ogona a w polowie z szarego falujacego upstrzonego
intensywnymi chabrowymi kropami placka. Z placka wystawaly oczy I sie patrzyly.
A calosc sprawiala wrazenie gotowosci w blokach startowych do pogoni. Po tym
wszystkim uznalem ze troche za duzo podwodnych rewolucji na dzis I dalem, co tu duzo mowic – dyla na zgory
upatrzone pozycje,tj lezak.aczkolwiek baaardzo zaluje ze nie mam aparatu podwodnego :(((
Literalnej rewolucji u nas nie bylo widac, jak juz
wspomnialem. Do dzis. Dzis mielismy pokazy lotnicze. Cztery mysliwce
przelecialy nam tuz nad glowa trzy czy cztery razy w celu pokazania sily
ewidentnie I kto teraz rzadzi, za kazdym razem troche nas ogluszajac. Dziwne to
uczucie, bo na pokazach halasu sie czlowiek spodziewa, w okol atmosfera
piknikowa I otoczenie lotnicze, uzbrojone rakiety nie robia jednak wtedy
takiego wrazenia. Cisza spokoj, woda chlupie, kraby buduja domki a tu sru,
chociaz bez dopalaczy. Wstyd przyznac ale nie jestem na biezaco I zainteresowani
beda rozczarowani brakiem znajomosci typu wyposazenia armii egipskiej – ale samoloty
wojskowe nigdy nie byly moja mocna strona. Niemniej obstawiam jakies su albo
migi. A do tego byly nisko latajace smiglowce szturmowe krazace tuz nad plaza
(panowie zdaje sie nie machali do plazowiczow w gescie przyjazni), na oko
przypominajace blackhawki. Ale tu znow pewnosci nie mam. Moze to bliskosc
lotniska przyciagala takie atrakcje, ladowal jeszcze herkules J
I jeszcze ucialem sobie pogawedke z rzeczonym wczesniej
osama, ktory sprzedaje wycieczki po morzu na temat wlasnie rewolucji. okazuje
sie ze za mubaraka bylo wszystko I tanio, a przez ostatni rok wrecz przeciwnie,
w dodatku wszystko szlo do palestynczykow zamiast do egipcjan. Nie moglem nie przyznac
osamie racji w sumie, aczkolwiek niesmialo dodalem ze u nas po dwudziestu
latach mamy jako tako, I ze to nie dziala ot tak w rok, I ze to chyba skomplikowane
u nich ogolnie, ale osama chyba nie zrozumial o co mi chodzi…
Odpukac - rewolucji zoladkowej jak dotad nie bylo.
Zyczymy dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz