czwartek, 4 lipca 2013

rewolucja



Z okazji rewolucji duze zmiany. Na sniadaniu – tadam – jajka sadzone! Po raz pierwszy odkad tu jadamy. Chyba zabraklo jakiegos skladnika I omlety przestaly byc wykonalne. Przywrocono takze, zapewne w wyniku  niepokojow spolecznych, ciemny miod do nalesnikow, ktory wycofano kilka dni temu, ku niezadowoleniu ogolnemu, glownie mojemu. Pojawil sie rowniez na sniadaniu melon, ale taki prawdziwiy, obrany na miejscu a nie w niewiadomego pochodzenia wodzie (pomoglismy troche rewolucji, nabywajac melona na miescie przedwczoraj).
Z okazji rewolucji prad od tej pory wylaczaja rano najwyrazniej. To apropo poprzedniego posta. Po sniadaniu udalismy sie na plaze, a w miedzyczasie Mr One Dollar (tak zwiemy naszego pana od konserwacji powierzchni naszego apartamentu) dokonal czynu rewolucyjnego, tj po tygodniu dostarczyl poszewke na trzecia poduszke wywleczona na lozko zaraz po naszym przyjezdzie. A do tego na wychodne ustawil rewwolucyjnie klime na 20stopni powodujac ze w naszej lodowce bylo cieplej niz nazewnatrz. A nastepnie wietrzylismy pol godziny pokoj zeby sie ogrzalo.
W ramach rewolucji kasia pierwszy raz w sumie tez weszla do wody dzis. Z wiadomymi juz skutkami. ja z kolei wymacalem na dnie przy plazy dzieciecej piekna muszelke. Nawet chcialem wreczyc kasi te piekne trofeum, ale poczatkowo nie wiem czemu nie chciala przyjac. potem cos mnie ugryzlo w palec I okazalo sie ze muszelka ma lokatora. Nasza przyjazn sie skonczyla.
Potem byla przygoda z murena, ktora gwoli scislosci nie byla dwumetrowym mutantem, tylko murena szara (https://picasaweb.google.com/lh/photo/sYd9gh9XtcTkjuRWODNozg), ok 40cm, ale nawet ja suie przestraszylem bo skubana zaczela naprawde naparzac w naszym kierunku. A w ogole jestesmy madrzejsi od dzisiaj, bo w czynie rewolucyjnym, aby wspomoc lokalna ekonomie itd. nabylismy przewodnik po rafie morza czerwonego. Sprowadza sie do folderu ze zdjeciami rybek I nazwa oraz stopniem jadowitosci. Wielu naszych podwodnych przyjaciol zostalo zidentyfikowanych, ale nie wszyscy. W kazdym razie mamy jeszcze lepsze pojecie co nas moze spotkac we wodzie, a spotka napewno bo w sobote grzejemy na giftun na caly dzien. Wg przewodnika jest 5 gatunkow rekinow, dobrze ze nie ma wezy elektrycznych czy cos w tym stylu. Ale… po przygodzie z morena (w sumie ta murena byla blond) postanowilem odswiezyc sobie wspomnienia I polazlem jeszcze raz sie ponamaczac. Poniewaz wiatr troche ustal, w koncu woda sie uspokoila, widocznosc zwiekszyla a powierzchnia wygladzila. A rybie towarzystwo wylazlo na zer. Snurkowalo mi sie wysmienicie, maska mi sie nie pocila, wode nie nalewala gora, ryby nie napastowaly, az za jedna rozdymka wzrokiem podazylem tam gdzie I ona, a tam - czarna murena. Na szcescie tez nieduza I schowana, tylko pysk wystawal. One ogolnie sa dosc niesmiale, wiec tym bardziej ta blond murena byla jakas nadaktywna. No ale to juz dzis bylo wiec podryfowalem dalej. Oo ryba ukwialowa pomyslalem widzac malutka kolorowa rybke zoltoczarnobiala podazajaca do swojego ukwialu na skale. Tyle ze zaraz pod ukwialem rozlozylo sie najwieksze dotychczas (I moze niech tak pozostanie) diabelstwo jakie widzialem – patelnica niebieskoplamista (http://www.lumisfera.pl/photo/663245/patelnica+niebieskoplama.html), w skrocie plaszczka. Plaszczka lezala centralnie pode mna, a dodam ze woda w tym miejscu nigdy nie przekracza metra. Miala cala ponad metr I skladala sie w polowie z dlugiego ostrego ogona a w polowie z szarego falujacego upstrzonego intensywnymi chabrowymi kropami placka. Z placka wystawaly oczy I sie patrzyly. A calosc sprawiala wrazenie gotowosci w blokach startowych do pogoni. Po tym wszystkim uznalem ze troche za duzo podwodnych rewolucji na dzis  I dalem, co tu duzo mowic – dyla na zgory upatrzone pozycje,tj lezak.aczkolwiek baaardzo zaluje ze nie mam aparatu podwodnego :(((

Literalnej rewolucji u nas nie bylo widac, jak juz wspomnialem. Do dzis. Dzis mielismy pokazy lotnicze. Cztery mysliwce przelecialy nam tuz nad glowa trzy czy cztery razy w celu pokazania sily ewidentnie I kto teraz rzadzi, za kazdym razem troche nas ogluszajac. Dziwne to uczucie, bo na pokazach halasu sie czlowiek spodziewa, w okol atmosfera piknikowa I otoczenie lotnicze, uzbrojone rakiety nie robia jednak wtedy takiego wrazenia. Cisza spokoj, woda chlupie, kraby buduja domki a tu sru, chociaz bez dopalaczy. Wstyd przyznac ale nie jestem na biezaco I zainteresowani beda rozczarowani brakiem znajomosci typu wyposazenia armii egipskiej – ale samoloty wojskowe nigdy nie byly moja mocna strona. Niemniej obstawiam jakies su albo migi. A do tego byly nisko latajace smiglowce szturmowe krazace tuz nad plaza (panowie zdaje sie nie machali do plazowiczow w gescie przyjazni), na oko przypominajace blackhawki. Ale tu znow pewnosci nie mam. Moze to bliskosc lotniska przyciagala takie atrakcje, ladowal jeszcze herkules J
I jeszcze ucialem sobie pogawedke z rzeczonym wczesniej osama, ktory sprzedaje wycieczki po morzu na temat wlasnie rewolucji. okazuje sie ze za mubaraka bylo wszystko I tanio, a przez ostatni rok wrecz przeciwnie, w dodatku wszystko szlo do palestynczykow zamiast do egipcjan. Nie moglem nie przyznac osamie racji w sumie, aczkolwiek niesmialo dodalem ze u nas po dwudziestu latach mamy jako tako, I ze to nie dziala ot tak w rok, I ze to chyba skomplikowane u nich ogolnie, ale osama chyba nie zrozumial o co mi chodzi…  
Odpukac - rewolucji zoladkowej jak dotad nie bylo.

Zyczymy dobranoc.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz