Zanim przejde do opisow wczorajszego dnia, podziele
sie moim swietym oburzeniem. Przed chwila chcialam wziasc sobie napoj z baru w
lobby, ostatecznie zaplacilismy za ten all incl. Stalam przy tym
barze chyba z 10 min, za barem bylo 2 panow
starszy I mlodszy obaj ignorowali mnie wytrwale. Nie wiem co pownnam byla
zrobic.. zdjac bluzke czy co?? zatanczyc na tym barze?
Cholera mnie trzaska, bo jak pawel albo
jakikolwiek inny facet chce cos zalatwic jest obslugiwany w pol sekundy. Glapic
to sie na mnie na ulicy potrafia a obsluzyc to juz nie za bardzo.. w takich
chwilach
najbardziej wylaza roznice
kulturowe..
No dobra spuscialam troche pary
:)
Giftun.
Co tu duzo
mowic, Giftun jest bajeczny. Gdyby jeszcze posiadal na sobie jakakolwiek
roslinnosc bylby wyspa idealna. A tak to jest kupa piachu wystajaca z morza,
ale za to z olsniewajaca, idealna plaza. Powiem szczerze, bylam na roznych
plazach w zyciu, jamajka byla idealna, majorka zaraz za nia, ale plaza na
Giftunie w moim prywatnym rankingu plasuje sie na 3 miejscu. A jesli chodzi o
wode I atrakcej podwodne, to no, na 2. Gdyby woda byla cieplejsza byloby pewne
pierwsze meijsce! Najwieksza atrakcjana giftunie jest snurkowanie, czyli
lezenie na tej blekitnisiuej wodzie w masce I z rurka w paszczy. Tu u nas na
plazy to taka sobie srednia rozrywka, bo te ryby atakuja I nachalne sa I glebokosc
jest najwyzej na metr przy tej rafce naszej I mi sie nie podoba. Na giftunie
jest zupelnie inaczej! Wyobrazcie sobie dluga, snieznobiala plaze z drobniuskim
piaseczkiem, przecudnej urody blekitna krystalicznie czysta wode I rozsiane w
niej malowniczo niewielkie rafy.
Wchodzi
sie jak czlowiek do wody, po mieciutkim piaseczku, dzwoniac zebami z zimna
nasadza te maske z rurkom I daje sie nura. Jak doplywa sie do rafy woda ma juz
glebokosc ok 2 metrow i to jest idealne!
Rafa jest pod czlowiekiem , milony rybek tez, widocznosc idealna I nie
ma sie poczucia, ze zaraz ktoras ryba wplynie ci do rurki ktora oddychasz! Widzialam
plaszczke w kropki, mase malych kolorowych rybeczek wszelkich gatunkow, cudnej
urody korale, ukwialy, gabki I co tylko moze sobie czlowiek wymarzyc! Ale
najwieksza atrakcja bylo stado ryb papuzich! To sa takie rybeczki bajecznie
kolorowe, na wielkosc cos jak dorodny karp bozonarodzeniowy, albo nawet
wieksze. I sa zielone, niebieskie, zolte, opalizujace, rozowe I generalnie dech
zapiera! Czasami doslownie, jak sie naleje do rurki.
Spedzilismy na giftunie 2 godziny, na zmiane
mocza cie w morzu I smazac (doslownie!) na plazy.
Jedyny mankament tego Giftunu to calkowity
brak cienia. Jest co prawad czesc plazy z parasolami, ale nie mozna tam
wchodzic bo to prywatna czesc. Wiec smazy sie czlowiek jak na patelni, ale nic
to, atrakcje podwodne wynagradzaja wszystko!
Podsumowujac, jesli ktos byl w hurgadzie I nie
pojechal na giftun, to sfrajerzyl!
Moze pawelek opowie o reszcie jak sie wyczerpalam chwilowo.
To moze od poczatku. Zaleta naszego hotelu jest to ze ma
przystan I centrum nurkowo-wycieczkowe. Dzieki temu wojaze morskie sa tansze
niz kupowane u rezydenta I pewniejsze zdaje sie niz kupowane na miescie. Tak wiec
mielismy spod domu transport w cenie. Poplynelismy prosto na giftun, na ktorym
nie ma absiolutnie nic – to jest pustynna gora na srodku morza, z dwiema
prywatnymi plazami do ktorych doplywaja dedykowane dwie firmy zdaje sie z
hurgady. Ale reszta nalezy do zwyklych ludzi, ktorzy zjezdzaja sie takimi
statkami jak nasz hurtem, powodujac maly desant na plazy. W drodze naliczylem
jakies 40 statkow juz przy wyspie albo plynacych w kierunku. Cala ta flotylla
wyrzuca plazowiczow do malych chyboczacych sie lodeczek, po czym z czescia
ktora wykupila pakiet nurkowy plynie dalej do swoich nurkowych miejsc. Zanim wysiedlismy
przebujalo nas ostro na morzu – wieje caly czas z polnocy ok. 5 bf a morze
przeplywa sie pod katem prostym.
Bylo wiec
wesolo momentami
J nastepnie
wrzucili nas do obdrapanej lodki z silnikiem, takiej rybackiej niemalze I przez
takie same fale dowiezli do samej plazy. Bo nie ma tam mariny ani zadnego
murowanego budynku, nikt tam nie spedza wiecej niz kilka godzin, bo to park
narodowy – I mysle ze tak moze zostac. Mimo setek ludzi I stosunkowo malej
przestrzeni ktora zajmuja, mimo bardzo duzych rozmiarow calej wyspy, moze nie
jest zdewastowane I wcale nie jest tloczno. Gdyby nie pustynne “zaplecze” , tj
gdyby posadzic kilka palm I krzakow, mozna by pomyslec ze to karaiby. Turkusowa
woda z bialym piaskiem a do tego w bonusie przepiekne I przebogate w zycie rafy
– chociaz tylko dla tego jednego dnia warto tu przyjechac. Moze jest bardzo
przyjazne, w piachu nic nie siedzi (a przynajmniej nie bylo go widac), I mozna
swobodnie lazic po dnie, nawet bez butow. Albo w pletwach tak jak sporo ludzi. Sama
rafa jest zachwycajaca roznorodnoscia, kolorami I ksztaltami, nie ma mozliwosci
zeby sie znudzic tym co sie widzi, bo po chwili wszystko sie zaczyna mieszac I trudno
pamietac wszystkie gatrunki ryb I korali. Moze dlatego tak to uzaleznia :)
czlowiek troche zmarznie,
troche opije sie solanki, wiec wychodzi na brzeg, ale po chwili znowu chce tam
wrocic. To jest tak inny niesamowity swiat w ktorym sie jest gosciem. Wyobrazam
sobie ze podobne odczucia mozna miec w amazonii, moze tylko z ta roznica ze tam
trudno wyjsc na brzeg jak potrzeba przerwy…
nasza rafa hotelowa napewno nie dorownuje pod
wzgledem korali – u nas sa tylko mizerne ukwialy gabki
a reszta to skala. Ale zaskakujaca jest
roznorodonosc fauny, ktora wcale nie ustepuje rafom giftunu – ryby sa mniejsze
ale zupelnie inne niz tam. Wiec te nasze okolice nie sa takie zle
:)
Z giftunu poplynelismy na rafe mniej wiecej w pol drogi do
hotelu – rafa siegala powierzchni morza ale nie wystawala nad nia. Ze statku
wygladala jak okragla skalna plycizna w kolorze szaroburym. Statki cumowaly
jeden obok drugiego tuz przy rafie, a schodzilo sie prosto do wody - zejscie do
wody nie rozczarowalo. Rafa miala jakies 10-15m wysokosci I pionowo opadala do plaskiego
piaszczystego dna. Nie bylo widac w ogole skaly – calosc to byl jeden
gigantyczny, niekonczacy sie ogrod koralowy, ktory juz sam w sobie zapieral
dech. Do tego tysiace roznych ryb, z ktorych wiele widzialem po raz pierwszy. Troche
zaczelismy oplywac rafe - pod nami plyneli nurkowie wypuszczajacy slupy
babelkow co chwila, I troche mozna bylo poczuc sie jak oni, przy odrobinie
zapomnienia, ze jest sie tuz pod
powierzchnia. Nurkowie nagle sie zatrzymali pokazujac cos sobie na dnie, po
chwili zaczeli robic zdjecia ( a kazdy mial aparat). W koncu jedna ze skal
ktora lezala na dnie machnela ogonem. Byla to albo skorpena albo szkaradnica,
nie jestem pewien, musze sprawdzic. Byly tez rozne rogatnice, rozdymki, wargacze,
cyruliki, ustniki, lawice mniejszych ryb, a cala ta menazeria klebila sie pode
mna, czasami obok mnie, nad tysiacami form korala. Nie do konca da sie opisac ten
spacer, przed oczami mam mnostwo ujec ale wszystkie razem zlewaja sie w jeden niepowtarzalny
kolorowy obraz (z przewaga niebieskiego
:)).