niedziela, 30 czerwca 2013

rybki

nawet jak na stopien zdezelowania rafy ktora mamy przed hotelem (a plaza sama jest nawet ladna, piaszczysta, nawet dluga i mozna spacerowac), zycie toczace sie w okol niej zadziwia roznorodnoscia. nie jest jakas mega kolorowa sama w sobie, ale rybki troche ratuja honor. oglada sie jak akwarium, szczegolnie ze zwlaszca podczas odplywu, czyli po poludniu, mozna chodzic w wodzie po kolana albo moczyc sie w tej zupie szorujac brzuchem niemalze po piaszczystym  dnie :) narazie nie widzialem rekina ani mureny ale widzialem za to:
- rozdymki ktore jakos nie chca sie rozdymac za to przypominaja ciezki smiglowiec transportowy i tylko obserwuja zlowrogo
- cienkie jak olowek rybki plywajace tuz pod powierzchnia - dlugie i szpiczaste
- wielkie piekne fioletowo-zolte plywajace bokiem
- rybe kameleona (jak wcinala wodorosta miala kolor i wzor rafy, po odplynieciu metr dalej nad piasek robila sie cala biala!)
- rybki male w paski ktore po chwili traktuja mnie jak jednego z nich i zaslaniaja mi widok
- jedna taka co mi smyrgnela pierwszego dnia sprzed nogi po dnie
- skalarka jednego z antenka na grzbiecie
- duze pionowe talerze czarno zloto biale
- i rybki rozowo-seledynowe
- sledzie
mam nadzieje ze jak pojedziemy na wyspy zobaczymy kolejne :)

tu kasia, a propos tych wysp, to milismy urocza pogawedke z panem o sympatycznym imieniu Osama, ktory to pan obiecal nas zabrac za promocyjna cene bo jestesmy z polski a nie z finladii czy ze szwecji, bo dla szwedow sa inne ceny. Uroczy bezowy czlowiek, mam tylko nadzieje, ze nieco bardziej slowny niz jego slynny imiennik..


jak juz jestesmy przy faunie - na terenie hotelu mieszka spora rodzina koteczkow. koteczki sa egzotyczne mocno, bo rudo - biale, czesc z nich ma straaszne czerwone oczki (jak z horroru) ale maja sliczne sylwetki, dlugie eleganckie lapki, waskie pyszczki i w ogole sa takie wiecj arystokratyczne. Tylko nieco znerwicowane sa biedactwa, boja sie wrzeszczacych galopujacych bez celu i ladu bahorow, ale tu akurat je rozumiem, tez sie ich boje :) wczoraj przy kolacji mielismy kocia asyste, oddalm koteckowi cala moja rybe po pseudogrecku, wcinal jak zly! dzis tez wezme rybe dla kotkow, niech maja chudzinki.

krolewicz i krolewna

krolewiczem jest tutejszy mlodzieniec barwy bezowej, ktory okupuje kase supermarketu. kazdego wita szerokim usmiechem blendamed, a nastepnie kurtyna lodowatego powietrza +15, w celu obezwladnienia przeciwnika. turysta doznaje szoku, wybiera po co przsyzedl (oczywiscie nie ma cen na towarze, pih by mial uzywanie), a nastepnie udaje sie do kasy. mlodzieniec o imionach abdullah, mohamed lub ahmed (wszystkie trzy wystepuja obok siebie, kolejnosc dowolna) nie mowiacy w zadnym jezyku poza ojczystym, a i w to watpie, skanuje towary i pokazuje palcem cene na monitorze. niestety poniewaz trafil na fanatyka ktory zawsze zada najdrobniejszej reszty w celu umieszczenia jej w klaserze, z bolem swoich snieznobialych zebow zostal zmuszony za drugim do wydania 15 piastrow brakujacej reszty. i tak za kazdym razem, tylko z jakiejs przyczyny zaokraglanie zawsze nastepuje w dol a nie w gore. nie moge doczekac sie kolejnej wizyty w sklepiku, gdyz dostarcza mi zawsze uspionej w tym upale adrenaliny :) i poniekad to lokalny folklor, ktory jak napisali w przewodniku, polega na wspomaganiu bakszyszem biednych (to jeden z filarow muzulmanizmu), ale uwaga - przez tych ktorych na to stac. poniewaz nas na to nie stac, bo jestesmy z polski, odliczanie sobie drobnych z kazdego rachunku bez mojej wiedzy z nadzieja ze sie nie zorientuje i wmawianie mi ze 50 to 100 uwazam za pomysl nietrafiony.
tu kasia, osobiscie jestem zachwycona pomyslem wyciagania reki po dodatkowy napiwek za kazdym razem, kiedy wykonam swoja prace, za ktora i tak dostaje pensje, osobiscie zamierzam wprowazdic ten cudny zwyczaj po powrocie do domu, mam nadzieje ze sie przyjmie!! np za kazdy odebrany laskawie telefon - 2 zl :):)

krolewna, w dodatku spiaca, to nasza wp. rezydentka. spiaca bo mowi z zamknietymi oczami. poza tym wszystkich tytuluje "kochani", zamiast chociazby sie przedstawic i zapytac o nasze imiona, a jest nas 6 osob na turnusie. co z tego ze nie zapamieta, ale byloby to batrdziej przekonujace. pierwszego dnia po przyjezdzie o godz. 13.45 bylo spotkanie informacyjne, 45 minut opowiesci o hotelu, kraju i tym co nas moze tu zjesc. smielismy przyjsc na swoim urlopie o godz. 13.48, i niestety nikogo w umowionym miejscu, tj przy recepcji nie zastalismy. po 15 minutach tracenia naszego megacennego czasu oraz marzniecia w tej lodziarni, zrezygnowalismy. na nasze szczescie byl jeszcze dyzur regularny nastepnego dnia tez o ktorejs tam. poniewaz pojawily nam sie rozne pytania postanowilismy dostapic audiencji u krolewny, ktora tym razem tkwila w miejscu wyraznie oznaczonym tabliczka, miejscu ogolnie widocznym i szeroko dosteponym - na srodku lobby. 
"-Dzien dobry.
- Dzien dobry kochani, usiadzcie kochani, zapraszam kochani.
- chcielismy zadac kilka pytan
- slucham was kochani, a czemu nie byliscie wczoraj na spotkaniu kochani?!?!?!
- bo nikogo nie bylo
- jak to niebylo, bylam w sali konferencyjnej!
- a my w  miejscu umowionym
- trzeba bylo sie nie spoznic kochani! i zadzwonic do mnie!"
w naszej opinii pani rezydentka jest od tego zeby byc widoczna i sympatyczna, ale to nie nasz problem ze musi mieszkac na stale w kraju bez alkoholu.
krolewna w kazdym razie powiadomila nas ze mamy zakaz opuszczania hurgady bo nas zjedza i obedra ze skory, a resztki wysla dla okupu rodzinie, ze tu bedzie wojna i same rozruchy, ze nie bedzie wycieczek fakultatywnych do kairu i luksoru bo to miasta zamkniete, a na pytanie czy da sie wynajac samochod az otworzyla oczy ze zdumienia (te co miala caly czas zamkniete) "a to kochani chyba nie wiecie jak tu sie jezdzi!" (akurat wiemy) "jak bedziecie mieli szkode to wam policza tysiace euro!" (moze i tak, ale jedyne proby naciagniecia mnie przy wynajmie samochodu napotkalem w niemczech).
W kazdym razie jezeli krolewna chciala nas nastraszyc i miec bezstresowa rezyddencje to pewnie jej sie udalo. (na tydzien, za tydzien i tak podejdziemy do tematu jeszcze raz).


dzien trzeci

Bardzo kiepsko tu z internetem - po pierwsze drogi jest zabojczo, po drugie jak juz sie namyslimy, zeby przyjsc i popisac wieczorkiem, to akurat robia sobie awarie pradu i nie mozna skorzystac z netu..

reasumujac poprzednie dni - jest GORACO!!! my lubimy goraco, bez dwoch zdan, ale ten suchy upal jednak nieco obezwladnia
jedyna opcja jest siedzenie w wodzie, ktora toopcja nadal chwilowo jest dla mnie niedostepna, ale moze juz jutro mi sie uda pomoczyc...

od rana wieje tu jakis sammum czy inna wichura, gorrracy oczywiscie, ale tylko dzieki temu, ze wieje, jest szansa w ogole wytrzymac

zwiedzilismy juz caly teren hotelu, zabawnie jest jak sie dojdzie plaza do konca terenu - robi sie troche jak na  starych mapach - pustynia, kamienie i smieci

dzis zaspalismy na sniadanie. jest opcja poznego sniadania na tarasie - sucha bulka z dzemem. ale to tylko czesc prawdy - jest tez wedlina i ser. ser wyglada na plastikowy a wedlina, cytat jak zrobiona z kota. albo dla kota... no wiec zostala bulka z dzemem, ale to tez dla wybranych, bo samum tak daje ze bardziej nieuwaznym zwiewa bulke z talerza.
dobrze ze lancz zaraz. moze bedzie cos nowego, acz ostroznie z nadziejami.

co do pradu - wczoraj i przedwczoraj w okolicy godziny 19ej, czyli oczywiscie po nocy (noc bardzo ladna bo gwiazdzista, ciemna, mniej wieje i jest przyjemnie cieplo) obsluga techniczna albo tutejsza elektrownia (na pare zapewne) wylaczaja tenze w niewiadomym celu. za to ze spektakularnym efektem. egipskie ciemnosci (juz wiemy skad sie wziely) moga turyste nawiedzic np: pod prysznicem - niby nic ale woda tez przestaje leciec, potem mozna albo lapac wode w kilkuminutowych odstepach kiedy na chwile wraca prad, albo czekac godzine z piana na glowie az wlacza prad do konca, ale wtedy nie ma juz nic do splukania.
mozna tez spotkac egipskie ciemnosci przy posilku w restauracji gdzie nagle wszyscy z nozami i widelcami w dloni celuja w talerz po omacku, byle nie w sasiada. idealne warunki na romantyczna kolacje. np. przy siwecach.

troche o cenach. wszystkie dzielimy na pol, zeby otrzymac plny: woda w butelce kosztuje 6 funtow, internet 25 funtow za pol godziny, taxi do miasta 10-20 funtow. pan w sklepiku plazowym usilowal nam opchnac recznik made in china ale oczywiscie "ril koton ser, ril koton!" za jedyne 130 funtow. fakt byl ze sfinksem, niemniej uznalismy ze to troche za duzo, wiec pan dal sie stargowac az do 70 funtow. biedny bo i tak nie kupilismy, liczac na cene 40. z nadzieja liczymy na wycieczke do miasta zeby zobaczyc prawdziwe egipskie ceny.
wczoraj zrobilismy mi prezent w postaci szturmu na supermarket - kupilismy soczek z brzoskwini, soczek z mango, soczek z marakui (made in thailand), soczek z granatow, dr pepper o smaku cherry oraz cole - ta przyjemnosc kosztowala nas 130 funtow.  troche duzo jak na allinclusive i zero wydatkow na miejscu. a przed nami wycieczki na wyspy i do miasta, dobrze ze pensja przyszla :)

zaraz idziemy... hm nie wiemy jeszcze gdzie ale pewnie na plaze. albo na wspomniany lancz. i to chyba wszystko na dzisiaj z aktywnosci :D

aha, jeszcze jedno. prosimy nie wyobrazac sobie, ze powodem zaspania w dniu dzisiejszym na sniadanie byla wczorajsza libacja polaczona z niewiadomo jakimi ekscesami. poniewaz jesto nieszczesliwy kraj, tutaj takie rzeczy sa niewykonalne. chociaz sprawiedliwosc trzeba oddac - w ofercie allinclusive jest dostepne wino, piwo, alkohole mocniejsze, prosze bardzo. tyle ze wino nie widzialo winogron, a alkohole wabia sie np. Fineland (dla niewtajemniczonych z reniferkiem w logo). jedynie piwo ratuje nas przed oszaleniem z tesknoty za europejska definicja napojow wyskokowych. w sklepie sa dwa gatunki piwa: heineken free i cos tam jeszcze zero, intuicja nam podpowiada ze interesu nie ubijemy.
w barze na plazy jest prawdziwa stella i henio, po ok. 30 funtow. za mala puszeczke 0,3 :)
wiec ratujemy sie malymi dawkami lokalnego piwa w plastikowych kubeczkach 0,1, przynajmniej szybciej spalaja sie kalorie w dordze z i do baru, a i struktura piasku doglebnie zbadana przy okazji.

jeszcze tylko jedno przychodzi mi do glowy a mianowcie koszmarne roznice temeratur jakie sie nam tu funduje na kazdym kroku.. na dworze jest lekko licza ok 50-60 stopni na slonu a w pomieszczeniach ok 15
ewefekt jest taki, ze boli mnie gardlo i glowa z nosa leci mi fotanna. uroczo tak na urlopie, co nie? a w pokuj ustawiamy klime (pierwszy raz w zyciu, ale na tej pustyni jednak sie bez klimy nie da) na temperature 28 stopni co owocuje milym chlodkiem jak sie wczodzi do pokoju... tylko pan sprzatajacy ustawil nam z powrotem na 20, bo chyba myslal ze nie umiemy sie obhcodzic z elektronika...

ta przymusowo trzezwosc w narodzie zaczyna mnie nieco meczyc - nie po tojade na wywczas, zeby chodzic czezwa jak swinia! i to przez caly czas... ja wszystko rozumiem, ze tu jest bieda, ze to muzulmanie, ze cieplo itd no ale na milosc boskom! trza bylo flaszke bagaz wrzucic jakas jednak.. a na nastepne wakacje ja poprosze do cywilizacji!! nie uwazama za cywilizowany narod, ktory nie produkuje wina!

piątek, 28 czerwca 2013

dzien pierwszy i drugi

ciezkawo tu z internetem a do tego klawiatura jest zabojcza bo oprocz normalnych liter sa na niej robaczki, wiec z gory przepraszamy za ewentualne literowki

to moze najpierw o locie... zbiorka byla o nieludzkiej godzinie 5 nad ranem po to tylko, zeby przeczytac kartke, ze mamy sami isc sie odprawic i tyle
dobra, poszlismy, odprawilismy... lecialo sie gladko, tyle ze bahory wyly a jedno z totalnym adhd rytmicznie kopalo mnie w noge praktycznie przez cala droge.. co udalo mi sie przysnac zarabialam kopnika, ja jednak nie znosze dzieci chyba

dojechalismy do hotelu szybko nawet ale na tym sukcesy sie skonczyly

najpierw trzymano nas w lodwatej recepcji dosc dlugo nie wiem po co, zey potem pognac nas na obiad, na ktory osobiscie nie mialam w ogole ochoty i dopiero po obiedzie dali nam klucz do naszego wysnionego hyhy apartamentu

kupujac wycieczke doszlismy do wniosku, ze dobra bierzemy tanszy hotel z ladna plaza, damy recepcji w lape i dadza nam pieeekny pokoj a i tak taniej nam wyjdzie

jak pomyslelismy tak zrobilismy, dalismy w paszporcie suty napiwek, bezowemu panu zaswiecily sie oczka  i szczerzac nadpsute zabki 10 minut serdecznie nam dziekowal

podniesieni na duchu potruchtalismy do naszego pokoju. aby tam dotrrzec trzeba bylo przedrzec sie w samo poludnie przez kilometry pusytyni betonowej (a przypominam, ze caly czas bylismy w warszawskich ciuchach co oznacza dlugie spodnie, skarpetki i buty!!) bylo lekko liczac jakies 50 stopni
slaniajac sie ze zmeczenia ale przez cala droge wyobrazjac sobie luksusy jak z arabskiej bajki dotarlismy wreszcie do apartamentu 102

szczerze mowiac zobaczylam wytrzeszczylam oczka i ucieklam na werande\\

jesli tak wygldaja lesze pokoje to ja nie chce ogladac tych gorszych!!

lazienka swoje dni swietnosci miala chyba ze 40 lat temu, pokoj byl malenki, ciemny i straszny

na szczescie nie jestem tu sama wiec nawet zanim zaczelam plakac pawelek pognal do recepcji i wynegocjowal zmiane pokoju

dostalismy nawet 3 do wyboru

oznaczlo to ni mniej ni wiecej tylko kolejna godzine spedzona na przedzieraniu sie przez piach z walizka w zebach bez czapki za to w skarpetkach i adidasach ale w koncu dostalismy lepszy pokoj
nieco lepszy
szalu nie ma ze tak powiem
ale przynajmniej nie brzydze sie tak bardzo podczas kapieli
tylko troszke


generalnie hotel jako calosc czasy swej swietnosci ma juz dawno za soba
jedzenie.. to temat na odzielna notke, ale generlanie nie mozna powiedziec, ze jest niesmaczne - bo to oznaczaloby, ze ma smak, ktory mi nie odpowiada, ale to nie tak, ono po prostu w ogole nie ma smaku zazwyczaj
no chyba ze cos jest kwasne
albo slone
albo cynamonowe - makaron z miesem...

ja wiem, ze to moze wygladac na maruzdenie, ale jeszcze sie aklimatyzuje :)

morze w porzadeczku, rybeczki sa piaseczek jest, skojnie mozna kapac sie bez butow!!
chociaz faktycznie rybeczki w butach sie oglada

chwilowo sie wyczerpalam moze jezcze pawelek cos doda od siebie

k.

intro

Wzorem wszystkich wspolczesnych swiatowcow-bywalcow postanowilismy pisac pamietnik z naszych podrozy. Rychlo w czas tak na marginesie, ale moze lepiej pozno niz wcale. Jutro bladym switem startujemy i juz kolo poludnia bedziemy grzac kosci w egipskim sloncu. Tymczasem stan na godzine 21.00 totalny bajzel w domu, rozwloczone wszystkie letnie ciuchy malowniczo zwieszja sie z mebli. Nie wiem gdzie sa nasze paszporty, ale co tam do piatej rano mamy jeszcze mase czasu.. Nabylismy buty do wody, piekne nie sa, ale moze skuteczne chociaz.. moje sa tak ze dwa numery za duze, ale ostatecznie chyba nie bede w nich tanczyc z tymi wszystkimi morskimi potworami?
niepokoi nas jedynie standard hotelu, 42 stopnie celsjusza w cieniu, zemsta faraona czychajaca na nas w stolowce a mnie jeszcze dodatkowo morska fauna ktora chyba jednak wole ogladac na obrazkach niz smyrac osobiscie po brzuszkach..
ale generalnie cieszymy sie szalenie, ze to juz jutro lecimy i generalnie jestesmy pewni, ze bedzie fajnie, bo ja wiadomo niewazne dokad, wazne z kim :)
badzie czujni bedziemy pisac jak tylko bedzie okazja!
K
tu Pawel. paszporty odnalezione. buty mamy labuteny i niech sie wszystkie te wodne mangusty ucza jak wygladac maja. hotel bedzie jaki bedzie i tak nie ma to znaczenia, jedziemy i tak na pozarcie tamtejszej fauny i flory zdaje sie. oczywiscie ze sie cieszymy, w koncu dwa i pol kafla piechta nie chadza. a ja osobiscie dostaje delirium na mysl ktora kazdy ma daleko z tylu glowy a mianowicie wyobraznia moja podsuwa mi te stadka rozwrzeszczanych bachoruf za przed obok przede mna i na mnie, do tego zamiast milej pani w mundurku wyobrazam sobie jakiegos biednego studenta na umowe zlecenie  za 2,5pln/h zajetego ogarnianiem pijanego tlumu a nie podawaniem posilku gdyz go nie ma. ale moze nie bedzie tak zle. grunt ze to polski student a nie egipski. i grunt ze od jutra naszym zmartwieniem bedzie dac 10 dolarow w lape czy tez moze 20… :)