Tu pablo. A ja nie narzekam. Role nam sie odwrocily – ja wcinam
jak leci, sprzatam caly talerz, I czekam az moje kochanie przestanie sie bawic
jedzeniem (wzglednie rozda wszystko kotom). Chodze spac z kurami (kotami?) ,
wstaje o swicie (8 rano zeby nie bylo) – moje kochanie lunatykuje do switu a
potem odsypia w dzien – np tak jak dzis. W efekcie spedzilem uroczy dzien na
plazy w oczekiwaniu az ktos mi nasmaruje plecy ale sie nie doczekalem z
wiadomym efektem. Nie, nie chodzi o to ze nasmarowala mi je jakas rosjanka :]
(Tu kasia, moje kochanie usiluje powiedziec, ze usmazylo
sobie plecki jak frytke ale twardo bidaczek twierdzi, ze nic go nie boli…)
Bo nie boli.
W ogole ten czas jakos niepokojaco szybko leci. Moze dlatego
ze malo sie dzieje tak naprawde. Mamy zakaz opuszczania miasta, to sie moze do
niego przejedziemy. Ale to dopiero przed nami. Wczoraj dzien zapisal sie
zlotymi zgloskami w dziejach literaturoznawstwa swiatowego – poniewaz przeczytalem
ksiazke I do tego cala w jeden dzien. A ksiazka miala ponad 400 stron! Ale byla
ciekawa bo o amazonii, bajka troche ale polecam Rollinsa, jak ktos lubi
Cusslera I Indiane Jonesa to mu sie spodoba. O ile polecac moze cos ktos kto
ostatnio czytal rozklad jazdy autobusow….
Dzis jak juz wspominalem plaza byla cala I tylko moja juz od
rana. Wiec zaczalem od randki z tutejsza podwodna fauna. I to doslownie randki,
bo po chwili nieruszania sie zostalem otoczony lawica tych wszystkich rybek o
ktorych pisalem wczesniej, lawica zaczela sie zageszczac az w koncu jedna z
bardziej napalonych – UGRYZLA MNIE W NOS! a zaraz potem druga w reke. One bezzebne
byly co prawda wiec nic takiego, ale postanowilem sie wycofac w okopy. A wiadomo
co Im do lba strzeli… potem bylo testowanie pletw I roznych konfiguracji maski I
okularkow, oczywiscie w bezpiecznym odstepie, co by sensacji nie powodowac u
bezzebnych.
Plan na jutro – miasto. Taksoweczka. Pozyjem uwidzim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz