poniedziałek, 1 lipca 2013

dzien czwarty


Tu pablo. A ja nie narzekam. Role nam sie odwrocily – ja wcinam jak leci, sprzatam caly talerz, I czekam az moje kochanie przestanie sie bawic jedzeniem (wzglednie rozda wszystko kotom). Chodze spac z kurami (kotami?) , wstaje o swicie (8 rano zeby nie bylo) – moje kochanie lunatykuje do switu a potem odsypia w dzien – np tak jak dzis. W efekcie spedzilem uroczy dzien na plazy w oczekiwaniu az ktos mi nasmaruje plecy ale sie nie doczekalem z wiadomym efektem. Nie, nie chodzi o to ze nasmarowala mi je jakas rosjanka :]
(Tu kasia, moje kochanie usiluje powiedziec, ze usmazylo sobie plecki jak frytke ale twardo bidaczek twierdzi, ze nic go nie boli…)
Bo nie boli.
W ogole ten czas jakos niepokojaco szybko leci. Moze dlatego ze malo sie dzieje tak naprawde. Mamy zakaz opuszczania miasta, to sie moze do niego przejedziemy. Ale to dopiero przed nami. Wczoraj dzien zapisal sie zlotymi zgloskami w dziejach literaturoznawstwa swiatowego – poniewaz przeczytalem ksiazke I do tego cala w jeden dzien. A ksiazka miala ponad 400 stron! Ale byla ciekawa bo o amazonii, bajka troche ale polecam Rollinsa, jak ktos lubi Cusslera I Indiane Jonesa to mu sie spodoba. O ile polecac moze cos ktos kto ostatnio czytal rozklad jazdy autobusow….
Dzis jak juz wspominalem plaza byla cala I tylko moja juz od rana. Wiec zaczalem od randki z tutejsza podwodna fauna. I to doslownie randki, bo po chwili nieruszania sie zostalem otoczony lawica tych wszystkich rybek o ktorych pisalem wczesniej, lawica zaczela sie zageszczac az w koncu jedna z bardziej napalonych – UGRYZLA MNIE W NOS! a zaraz potem druga w reke. One bezzebne byly co prawda wiec nic takiego, ale postanowilem sie wycofac w okopy. A wiadomo co Im do lba strzeli… potem bylo testowanie pletw I roznych konfiguracji maski I okularkow, oczywiscie w bezpiecznym odstepie, co by sensacji nie powodowac u bezzebnych.

Plan na jutro – miasto. Taksoweczka. Pozyjem uwidzim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz