niedziela, 7 lipca 2013

giftun

Zanim przejde do opisow wczorajszego dnia, podziele sie moim swietym oburzeniem. Przed chwila chcialam wziasc sobie napoj z baru w lobby, ostatecznie zaplacilismy za ten all incl. Stalam przy tym  barze chyba z 10 min, za barem bylo 2 panow starszy I mlodszy obaj ignorowali mnie wytrwale. Nie wiem co pownnam byla zrobic.. zdjac bluzke czy co?? zatanczyc na tym barze?  Cholera mnie trzaska, bo jak pawel albo jakikolwiek inny facet chce cos zalatwic jest obslugiwany w pol sekundy. Glapic to sie na mnie na ulicy potrafia a obsluzyc to juz nie za bardzo.. w takich chwilach  najbardziej wylaza roznice kulturowe..

No dobra spuscialam troche pary :)

Giftun.  Co tu duzo mowic, Giftun jest bajeczny. Gdyby jeszcze posiadal na sobie jakakolwiek roslinnosc bylby wyspa idealna. A tak to jest kupa piachu wystajaca z morza, ale za to z olsniewajaca, idealna plaza. Powiem szczerze, bylam na roznych plazach w zyciu, jamajka byla idealna, majorka zaraz za nia, ale plaza na Giftunie w moim prywatnym rankingu plasuje sie na 3 miejscu. A jesli chodzi o wode I atrakcej podwodne, to no, na 2. Gdyby woda byla cieplejsza byloby pewne pierwsze meijsce! Najwieksza atrakcjana giftunie jest snurkowanie, czyli lezenie na tej blekitnisiuej wodzie w masce I z rurka w paszczy. Tu u nas na plazy to taka sobie srednia rozrywka, bo te ryby atakuja I nachalne sa I glebokosc jest najwyzej na metr przy tej rafce naszej I mi sie nie podoba. Na giftunie jest zupelnie inaczej! Wyobrazcie sobie dluga, snieznobiala plaze z drobniuskim piaseczkiem, przecudnej urody blekitna krystalicznie czysta wode I rozsiane w niej malowniczo niewielkie rafy.  Wchodzi sie jak czlowiek do wody, po mieciutkim piaseczku, dzwoniac zebami z zimna nasadza te maske z rurkom I daje sie nura. Jak doplywa sie do rafy woda ma juz glebokosc ok 2 metrow i to jest idealne!  Rafa jest pod czlowiekiem , milony rybek tez, widocznosc idealna I nie ma sie poczucia, ze zaraz ktoras ryba wplynie ci do rurki ktora oddychasz! Widzialam plaszczke w kropki, mase malych kolorowych rybeczek wszelkich gatunkow, cudnej urody korale, ukwialy, gabki I co tylko moze sobie czlowiek wymarzyc! Ale najwieksza atrakcja bylo stado ryb papuzich! To sa takie rybeczki bajecznie kolorowe, na wielkosc cos jak dorodny karp bozonarodzeniowy, albo nawet wieksze. I sa zielone, niebieskie, zolte, opalizujace, rozowe I generalnie dech zapiera! Czasami doslownie, jak sie naleje do rurki.  Spedzilismy na giftunie 2 godziny, na zmiane mocza cie w morzu I smazac (doslownie!) na plazy.  Jedyny mankament tego Giftunu to calkowity brak cienia. Jest co prawad czesc plazy z parasolami, ale nie mozna tam wchodzic bo to prywatna czesc. Wiec smazy sie czlowiek jak na patelni, ale nic to, atrakcje podwodne wynagradzaja wszystko!  Podsumowujac, jesli ktos byl w hurgadzie I nie pojechal na giftun, to sfrajerzyl!
Moze pawelek opowie o reszcie jak sie wyczerpalam chwilowo.


To moze od poczatku. Zaleta naszego hotelu jest to ze ma przystan I centrum nurkowo-wycieczkowe. Dzieki temu wojaze morskie sa tansze niz kupowane u rezydenta I pewniejsze zdaje sie niz kupowane na miescie. Tak wiec mielismy spod domu transport w cenie. Poplynelismy prosto na giftun, na ktorym nie ma absiolutnie nic – to jest pustynna gora na srodku morza, z dwiema prywatnymi plazami do ktorych doplywaja dedykowane dwie firmy zdaje sie z hurgady. Ale reszta nalezy do zwyklych ludzi, ktorzy zjezdzaja sie takimi statkami jak nasz hurtem, powodujac maly desant na plazy. W drodze naliczylem jakies 40 statkow juz przy wyspie albo plynacych w kierunku. Cala ta flotylla wyrzuca plazowiczow do malych chyboczacych sie lodeczek, po czym z czescia ktora wykupila pakiet nurkowy plynie dalej do swoich nurkowych miejsc. Zanim wysiedlismy przebujalo nas ostro na morzu – wieje caly czas z polnocy ok. 5 bf a morze przeplywa sie pod katem prostym.  Bylo wiec wesolo momentami J nastepnie wrzucili nas do obdrapanej lodki z silnikiem, takiej rybackiej niemalze I przez takie same fale dowiezli do samej plazy. Bo nie ma tam mariny ani zadnego murowanego budynku, nikt tam nie spedza wiecej niz kilka godzin, bo to park narodowy – I mysle ze tak moze zostac. Mimo setek ludzi I stosunkowo malej przestrzeni ktora zajmuja, mimo bardzo duzych rozmiarow calej wyspy, moze nie jest zdewastowane I wcale nie jest tloczno. Gdyby nie pustynne “zaplecze” , tj gdyby posadzic kilka palm I krzakow, mozna by pomyslec ze to karaiby. Turkusowa woda z bialym piaskiem a do tego w bonusie przepiekne I przebogate w zycie rafy – chociaz tylko dla tego jednego dnia warto tu przyjechac. Moze jest bardzo przyjazne, w piachu nic nie siedzi (a przynajmniej nie bylo go widac), I mozna swobodnie lazic po dnie, nawet bez butow. Albo w pletwach tak jak sporo ludzi. Sama rafa jest zachwycajaca roznorodnoscia, kolorami I ksztaltami, nie ma mozliwosci zeby sie znudzic tym co sie widzi, bo po chwili wszystko sie zaczyna mieszac I trudno pamietac wszystkie gatrunki ryb I korali. Moze dlatego tak to uzaleznia :) czlowiek troche zmarznie, troche opije sie solanki, wiec wychodzi na brzeg, ale po chwili znowu chce tam wrocic. To jest tak inny niesamowity swiat w ktorym sie jest gosciem. Wyobrazam sobie ze podobne odczucia mozna miec w amazonii, moze tylko z ta roznica ze tam trudno wyjsc na brzeg jak potrzeba przerwy…  nasza rafa hotelowa napewno nie dorownuje pod wzgledem korali – u nas sa tylko mizerne ukwialy gabki  a reszta to skala. Ale zaskakujaca jest roznorodonosc fauny, ktora wcale nie ustepuje rafom giftunu – ryby sa mniejsze ale zupelnie inne niz tam. Wiec te nasze okolice nie sa takie zle :)
Z giftunu poplynelismy na rafe mniej wiecej w pol drogi do hotelu – rafa siegala powierzchni morza ale nie wystawala nad nia. Ze statku wygladala jak okragla skalna plycizna w kolorze szaroburym. Statki cumowaly jeden obok drugiego tuz przy rafie, a schodzilo sie prosto do wody - zejscie do wody nie rozczarowalo. Rafa miala jakies 10-15m wysokosci I pionowo opadala do plaskiego piaszczystego dna. Nie bylo widac w ogole skaly – calosc to byl jeden gigantyczny, niekonczacy sie ogrod koralowy, ktory juz sam w sobie zapieral dech. Do tego tysiace roznych ryb, z ktorych wiele widzialem po raz pierwszy. Troche zaczelismy oplywac rafe - pod nami plyneli nurkowie wypuszczajacy slupy babelkow co chwila, I troche mozna bylo poczuc sie jak oni, przy odrobinie  zapomnienia, ze jest sie tuz pod powierzchnia. Nurkowie nagle sie zatrzymali pokazujac cos sobie na dnie, po chwili zaczeli robic zdjecia ( a kazdy mial aparat). W koncu jedna ze skal ktora lezala na dnie machnela ogonem. Byla to albo skorpena albo szkaradnica, nie jestem pewien, musze sprawdzic. Byly tez rozne rogatnice, rozdymki, wargacze, cyruliki, ustniki, lawice mniejszych ryb, a cala ta menazeria klebila sie pode mna, czasami obok mnie, nad tysiacami form korala. Nie do konca da sie opisac ten spacer, przed oczami mam mnostwo ujec ale wszystkie razem zlewaja sie w jeden niepowtarzalny kolorowy obraz (z przewaga niebieskiego :)).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz