piszemy juz z Polszy, na podsumowanie przyjdzie jeszcze czas, a na razie krotki zrzut z ostatnich dwoch dni:
- noga mi nie odpadla, wrecz przeciwnie ma sie bardzo dobrze
- faktyczna zemsta makdonalda dopadla mnie godzine po przekroczeniu progu domu, ni mniej ni wiecej, tylko wlasnie wtedy, zupelnie nie wiem jak wytlumaczyc ze nie stalo sie to nad Morzem Srodziemnym na 10km
- zemsty faraona indiana jones u uczestnikow nie zaobserwowal (staral sie bardzo i wielotorowo zeby tak zostalo)
- wycieczka na morze odbyla sie i byla super, lodeczka wiozla oprocz nas szwedzka rodzine i sternika, przeprawa przez ciesnine tym srodkiem transportu przy 6bf byla niezapomniana.
- niezapomniana byla rowniez wizyta na wyspie magawish, gdzie bylo moczenie we wodzie z plastikiem na twarzy i dalsza integracja z rafa, a nastepnie krotki pobyt na piaszczystej lasze w stylu karaibskim na srodku morza (https://ssl.panoramio.com/photo/32140679)
- dzisiejszy dzien zaczalem od porannego namaczania o 6 rano w celu pozegnania sie z fanklubem, magiczna chwila :) (http://www.superakwarium.pl/foto/1253571119.jpg)
- wysniona i wymarzona ksiazka zostala nabyta w ostatniej chwili na lotnisku, dzieki czemu bylo co robic podczas lotu (czyt. ekscytowac sie rybkami)
- z ksiazki wynika, ze wszystko a napewno wiekszosc co zyje w morzu czerwonym kaleczy, kluje, gryzie a niekiedy paralizuje lub zjada w calosci. jak to mozliwe ze tego nie doswiadczylismy...
- lot generalnie minal przyjemnie, tez dzieki nabyciu trzech buteleczek bialego prawdziwego chardonnay, ale przede wszystkim kiedy przenieslimy sie do ostatniego rzedu gdzie byla cisza i spokoj. bo najpierw wylosowalismy najbardziej rozkoszna rodzinke w calym samolocie, i to naprawde bez przesady, wszyscy siedzieli w spokoju tylko ci dawali czadu. poddalismy sie kiedy usilujac czytac ksiazke o rybkach, zaczalem podskakiwac w rytm podskakiwania sasiadujacego dzieciecia lat 2. a juz bezcenny byl nierozumiejacy naszego braku zachwytu nad jakze uroczym szkrabem wzrok mamusi, ktora wydawala sie byc w ciaglym szoku ze zdecydowala sie zabrac te przedszkole ze soba do afryki
- opalenizna zaczela gwaltownie blednac wraz z wejsciem na poklad samolotu i niestety zdaje sie kontynuowac ten podly proceder
aaa, zapomnialbym! oczywiscie czarter nie bylby soba gdyby nie burza oklaskow wspolkuracjuszy zaraz po dotknieciu pasa. w tym halasie krzyk jednego z dzieci "boje sie! boje sie!" byl prawie nieslyszalny... moze naogladalo sie biedactwo discovery channel zamiast dobranocek...
- noga mi nie odpadla, wrecz przeciwnie ma sie bardzo dobrze
- faktyczna zemsta makdonalda dopadla mnie godzine po przekroczeniu progu domu, ni mniej ni wiecej, tylko wlasnie wtedy, zupelnie nie wiem jak wytlumaczyc ze nie stalo sie to nad Morzem Srodziemnym na 10km
- zemsty faraona indiana jones u uczestnikow nie zaobserwowal (staral sie bardzo i wielotorowo zeby tak zostalo)
- wycieczka na morze odbyla sie i byla super, lodeczka wiozla oprocz nas szwedzka rodzine i sternika, przeprawa przez ciesnine tym srodkiem transportu przy 6bf byla niezapomniana.
- niezapomniana byla rowniez wizyta na wyspie magawish, gdzie bylo moczenie we wodzie z plastikiem na twarzy i dalsza integracja z rafa, a nastepnie krotki pobyt na piaszczystej lasze w stylu karaibskim na srodku morza (https://ssl.panoramio.com/photo/32140679)
- dzisiejszy dzien zaczalem od porannego namaczania o 6 rano w celu pozegnania sie z fanklubem, magiczna chwila :) (http://www.superakwarium.pl/foto/1253571119.jpg)
- wysniona i wymarzona ksiazka zostala nabyta w ostatniej chwili na lotnisku, dzieki czemu bylo co robic podczas lotu (czyt. ekscytowac sie rybkami)
- z ksiazki wynika, ze wszystko a napewno wiekszosc co zyje w morzu czerwonym kaleczy, kluje, gryzie a niekiedy paralizuje lub zjada w calosci. jak to mozliwe ze tego nie doswiadczylismy...
- lot generalnie minal przyjemnie, tez dzieki nabyciu trzech buteleczek bialego prawdziwego chardonnay, ale przede wszystkim kiedy przenieslimy sie do ostatniego rzedu gdzie byla cisza i spokoj. bo najpierw wylosowalismy najbardziej rozkoszna rodzinke w calym samolocie, i to naprawde bez przesady, wszyscy siedzieli w spokoju tylko ci dawali czadu. poddalismy sie kiedy usilujac czytac ksiazke o rybkach, zaczalem podskakiwac w rytm podskakiwania sasiadujacego dzieciecia lat 2. a juz bezcenny byl nierozumiejacy naszego braku zachwytu nad jakze uroczym szkrabem wzrok mamusi, ktora wydawala sie byc w ciaglym szoku ze zdecydowala sie zabrac te przedszkole ze soba do afryki
- opalenizna zaczela gwaltownie blednac wraz z wejsciem na poklad samolotu i niestety zdaje sie kontynuowac ten podly proceder
aaa, zapomnialbym! oczywiscie czarter nie bylby soba gdyby nie burza oklaskow wspolkuracjuszy zaraz po dotknieciu pasa. w tym halasie krzyk jednego z dzieci "boje sie! boje sie!" byl prawie nieslyszalny... moze naogladalo sie biedactwo discovery channel zamiast dobranocek...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz