piątek, 28 czerwca 2013

dzien pierwszy i drugi

ciezkawo tu z internetem a do tego klawiatura jest zabojcza bo oprocz normalnych liter sa na niej robaczki, wiec z gory przepraszamy za ewentualne literowki

to moze najpierw o locie... zbiorka byla o nieludzkiej godzinie 5 nad ranem po to tylko, zeby przeczytac kartke, ze mamy sami isc sie odprawic i tyle
dobra, poszlismy, odprawilismy... lecialo sie gladko, tyle ze bahory wyly a jedno z totalnym adhd rytmicznie kopalo mnie w noge praktycznie przez cala droge.. co udalo mi sie przysnac zarabialam kopnika, ja jednak nie znosze dzieci chyba

dojechalismy do hotelu szybko nawet ale na tym sukcesy sie skonczyly

najpierw trzymano nas w lodwatej recepcji dosc dlugo nie wiem po co, zey potem pognac nas na obiad, na ktory osobiscie nie mialam w ogole ochoty i dopiero po obiedzie dali nam klucz do naszego wysnionego hyhy apartamentu

kupujac wycieczke doszlismy do wniosku, ze dobra bierzemy tanszy hotel z ladna plaza, damy recepcji w lape i dadza nam pieeekny pokoj a i tak taniej nam wyjdzie

jak pomyslelismy tak zrobilismy, dalismy w paszporcie suty napiwek, bezowemu panu zaswiecily sie oczka  i szczerzac nadpsute zabki 10 minut serdecznie nam dziekowal

podniesieni na duchu potruchtalismy do naszego pokoju. aby tam dotrrzec trzeba bylo przedrzec sie w samo poludnie przez kilometry pusytyni betonowej (a przypominam, ze caly czas bylismy w warszawskich ciuchach co oznacza dlugie spodnie, skarpetki i buty!!) bylo lekko liczac jakies 50 stopni
slaniajac sie ze zmeczenia ale przez cala droge wyobrazjac sobie luksusy jak z arabskiej bajki dotarlismy wreszcie do apartamentu 102

szczerze mowiac zobaczylam wytrzeszczylam oczka i ucieklam na werande\\

jesli tak wygldaja lesze pokoje to ja nie chce ogladac tych gorszych!!

lazienka swoje dni swietnosci miala chyba ze 40 lat temu, pokoj byl malenki, ciemny i straszny

na szczescie nie jestem tu sama wiec nawet zanim zaczelam plakac pawelek pognal do recepcji i wynegocjowal zmiane pokoju

dostalismy nawet 3 do wyboru

oznaczlo to ni mniej ni wiecej tylko kolejna godzine spedzona na przedzieraniu sie przez piach z walizka w zebach bez czapki za to w skarpetkach i adidasach ale w koncu dostalismy lepszy pokoj
nieco lepszy
szalu nie ma ze tak powiem
ale przynajmniej nie brzydze sie tak bardzo podczas kapieli
tylko troszke


generalnie hotel jako calosc czasy swej swietnosci ma juz dawno za soba
jedzenie.. to temat na odzielna notke, ale generlanie nie mozna powiedziec, ze jest niesmaczne - bo to oznaczaloby, ze ma smak, ktory mi nie odpowiada, ale to nie tak, ono po prostu w ogole nie ma smaku zazwyczaj
no chyba ze cos jest kwasne
albo slone
albo cynamonowe - makaron z miesem...

ja wiem, ze to moze wygladac na maruzdenie, ale jeszcze sie aklimatyzuje :)

morze w porzadeczku, rybeczki sa piaseczek jest, skojnie mozna kapac sie bez butow!!
chociaz faktycznie rybeczki w butach sie oglada

chwilowo sie wyczerpalam moze jezcze pawelek cos doda od siebie

k.

1 komentarz:

  1. Kochani!
    Będzie dobrze :) na szczęście w pokoju się głównie śpi, co ma tą zaletę, że z zamkniętymi oczami...

    Czekam na cdn!
    Ola

    OdpowiedzUsuń